Rzeczywistość i AI: praktyczne zastosowania w codziennej praktyce
Kiedy większość osób słyszy o sztucznej inteligencji (AI) w stomatologii, wyobraża sobie futurystycznego robota wykonującego zabiegi chirurgiczne. Rzeczywistość jest znacznie bardziej pragmatyczna. Zaczęłam korzystać z narzędzi AI, takich jak ChatGPT, do przygotowywania opisów dla ubezpieczycieli — i szczerze mówiąc, okazało się to bardzo pomocne. To, co wcześniej zajmowało mi 20 minut, teraz zajmuje 5, a wskaźniki akceptacji wzrosły, ponieważ język stał się bardziej spójny i wyczerpujący.
Wykorzystuję również skany wewnątrzustne do dokumentowania zmian, których nie da się uchwycić na zdjęciach RTG, co pozwoliło mi skutecznie odwrócić decyzje odmowne ubezpieczycieli dzięki niepodważalnym dowodom cyfrowym. Możliwość dokumentowania wyników leczenia z taką precyzją ma ogromną siłę przekonywania.
Coraz częściej widzimy też narzędzia diagnostyczne wspierane przez AI, które w przyszłości mogą z dużą dokładnością wskazywać patologie, próchnicę czy utratę kości. Postrzegam je jako cenne „drugie spojrzenie”, a nie zastępstwo dla oceny klinicznej.
Od kliszy do cyfryzacji: koniec ery ciemni
Kiedy rozpoczynałam pracę kliniczną, dostęp do tomografii CBCT był uważany za luksus. Dziś jest standardem — i to nie bez powodu. Możliwość oceny zęba lub miejsca implantacji w trzech wymiarach nie tylko robi wrażenie, ale stała się niezbędna we współczesnej diagnostyce i planowaniu leczenia. Przeszliśmy od „nadziei, że mamy wystarczająco dużo informacji” do realnej pewności, z czym mamy do czynienia, zanim jeszcze sięgniemy po kątnicę.
Cyfrowa radiografia uczyniła proces bezpieczniejszym, szybszym i bardziej przewidywalnym. Minęły czasy uciekania za osłony ołowiane po naciśnięciu przycisku ekspozycji — dzięki urządzeniom takim jak ręczny aparat RTG NOMAD, które zrewolucjonizowały sposób wykonywania zdjęć diagnostycznych, szczególnie w intensywnie pracujących gabinetach i u pacjentów z ograniczoną mobilnością.
Cyfrowe wyciski: znacznie więcej niż komfort
Będę szczera: w czasie studiów nie uczono nas pracy ze skanerami cyfrowymi. Wyciski oznaczały mieszanie alginatu lub masy poliwinylosiloksanowej, nakładanie jej na łyżkę wyciskową i liczenie na to, że pacjent nie będzie miał odruchu wymiotnego ani nie poruszy się w kluczowym momencie. Było to niekomfortowe, czasochłonne i frustrujące dla wszystkich.
Dziś nie wyobrażam sobie pracy bez skanerów 3Shape TRIOS 4 i 5. Te urządzenia całkowicie zmieniły moją codzienną praktykę, oferując precyzję, która konsekwentnie przewyższa tradycyjne wyciski, przy jednoczesnym zachowaniu komfortu pacjenta. Dzięki natychmiastowym wyciskom cyfrowym mogę w czasie rzeczywistym ocenić granice preparacji, ilość miejsca i podcienie, a ewentualne korekty wprowadzić jeszcze przed opuszczeniem gabinetu przez pacjenta.
Różnica w doświadczeniu pacjenta jest ogromna — brak odruchu wymiotnego, brak zniekształceń i znacząco mniej poprawek. Co jednak równie ważne, skanowanie cyfrowe dało mi poziom pewności co do jakości preparacji, jakiego nigdy nie miałam przy tradycyjnych wyciskach. To zasadnicza różnica między nadzieją, że wszystko zostało uchwycone poprawnie, a pewnością widoczną na ekranie.
Jednocześnie nauczyłam się, że „cyfrowe” nie zawsze oznacza „lepsze”. W przypadku trudnych, głębokich poddziąsłowych granic klasyczny poliwinylosiloksan wciąż pozostaje niezastąpiony. Kluczem jest wiedza, kiedy dane podejście sprawdza się najlepiej — analogowe i cyfrowe metody pracy wcale nie muszą ze sobą konkurować, ponieważ mogą się uzupełniać.
To post a reply please login or register